środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 1

                                                                 Katy Prince
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Nic nie pamiętam. Przypominam sobie tylko ,że przechodziłam przez pasy. A potem pustka.
Rozejrzałam się po białym pomieszczeniu. Zauważyłam mnóstwo kabli poprzyczepianych do mnie.
Ugh dziwnie się czuje. Nie lubię leżeć bez ruchu. Nie wiem ile muszę tu zostać więc to nie będzie dla mnie łatwe.
Chciała bym żeby byli tu moi rodzice. Nie chce leżeć tu sama a tym bardziej kiedy ich potrzebuje. Może przyjdą tu. A może nie. Po prostu chce się dowiedzieć czemu tu jestem i jak długo. Ale też chce ich zobaczyć.
Moje rozmyślenia przerwała osoba która weszła właśnie do sali. To była kobieta.Dość szczupła i wysoka. Miała na sobie biały kitel a w ręce trzymała zakładkę.
To pewnie lekarka.
- Oh dzień dobry a właściwie powinna powiedzieć dobry wieczór. - zaśmiała się a ja zrobiłam wielkie oczy. Gdy nic nie powiedziałam kontynuowała. - mam na imię Ana i będę dbała przez te ten czas o twoja zdrowie. - uśmiechnęła się ciepło.
Miałam cały czas kamienny wyraz twarzy. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Kobieta podeszła do mnie i zaczęła wykonywać przeróżne badania.
- Wszystko z tobą dobrze. Aż dziwi mnie że tak szybko doszłaś do siebie.- zrobiła krótką przerwę a potem kontynuowała -  Jeśli wszystko będzie po mojej myśli to za parę dni będziesz wolna. - nie wyrażałam żadnych uczuć. A tak właściwie połowy tego co powiedziała nie słuchałam. Nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- Em... czy mogę wiedzieć jak tu trafiłam i ile czasu tu jestem? - w końcu odezwałam się.
- Tak, pewnie. Uczestniczyła w wypadku samochodowym a jesteś tu od wczorajszego rana - to mnie zszokowało. Wypadek? Nie, to nie możliwe. - ale jeśli nie ten chłopak - wskazała ręką na osobę leżąca obok - mogłaś już nie żyć. - powiedziała a ja otworzyłam usta w zdziwieniu.
- Ja to? Jak to jest w ogóle możliwe?
- Uratował ci życie. Gdy się obudzi powinnaś mu podziękować. - powiedziała a ja uformowałam usta na kształt litry '' o ''
- Co z nim? - wypaliłam po chwili ciszy.
- Nie mogę powiedzieć ,że jest dobrze. Bo jest źle. Ma złamane trzy żebra, miał wstrząs mózgu i musieliśmy przeprowadzić operację ratującą jego życie. To cud ,że w ogóle żyje. - westchnęła.
Opadła mi szczęka. Ten chłopak prawie zginął. Przeze mnie. Nawet go nie znam a on ratuje mi życie. Czy to jest normalne? Nie. Stanowczo nie. 
Moje myśli toczyły się tak przez około 30 minut. Trwały by dłużej gdyby nie moi rodzice. Na szczęście przyszli. 
- Hej słonko. Jak się czujesz?- mama zapytała po czym zrobiła wielki oczy. - Dziecko co się stało? - zapytała. Pewnie chodzi o to ,że prawie zaczęłam płakać gdy dowiedziałam się ,że ten człowiek uratował mi życie a sam prawie zginął. 
- Nic... 
- Przecież wiedzę ,że coś jest nie tak. O co chodzi? - nic nie powiedziałam tylko popatrzyłam w stronę tajemniczego chłopaka. 
Rodzice spojrzeli w tym kierunki i po ich wyrazach twarzy zauważyłam ,że nie wiedzą o co mi chodzi.
- O co ci chodzi? - zapytał tata a ja nie mogąc uwierzyć ,że oni nie wiedzą o co chodzi. 
- On... ten chłopak... prawie umarł. - wydusiłam z siebie zachrypniętym głosem. 
- I co w związku z tym? - nie wieże... 
- Przeze mnie.
- Co? Jak to!? - powiedzieli chórkiem. 
- Tak to. Gdy by nie on nie było by mnie tu wami. Uratował mi życie.- nie wiem czemu ale po moim policzku po sączyła się pojedyncza łza. Nie rozumiem tylko czemu... Czemu mnie uratował.  Może to był przypadek i pomylił się z kimś? Nie wiem. 
A tak właściwie czemu ja o tym myślę? Nie powinnam tym się martwić tylko cieszyć się ,że żyję. Ale nie dam rady.
Po chwili do sali wbiegł lekarz a za nim dwie pielęgniarki. Podszedł do łóżka chłopak. Nic specjalnego się nie działo. Powiedział do niego kilka słów. Pewnie się obudził. Momentalnie usiadłam. Lekarz powiedział do moich rodziców żeby co jakiś czas zerkali na niego i wyszedł. 
Chłopak obrócił głowę w moją stronę. Był bardzo przystojny a jego rozbełtana czupryna nadawała mu uroku i zarazem mówiła " właśnie uprawiałem seks" Boże o czym ja myślę... jeszcze nigdy coś takiego nie wpadło mi do głowy. Chyba mocno musiałam uderzyć się w głowę.
Ale szczerze taka była prawda. 
Wpatrywał się we mnie a moje policzki oblały się rumieńcem. On na to uśmiechnął się i puścił mi oczko. Odwzajemniłam uśmiech. 
Otworzył usta. Chciał pewnie coś powiedzieć. 
                                                                Justin Bieber 
Otworzyłem oczy. Światło które nagle pojawiło się, oślepiło mnie. Zauważyłem lekarza sterczącego na de mną który mówił nie z rozumiane słowa. Tylko kiwałem głową ale nie wiedziałem o co chodzi. 
Po chwili odszedł. 
Dziwne ale wszystko pamiętam. Wypadek. Nie chce o tym myśleć. To było straszne. Mam nadzieję ,że Katy żyję. Ta impreza... Mimo ,że byłem zdrowo podpity to większość pamiętam. I nie mogę jej zapomnieć. Nie zrobiliśmy "tego" ale było blisko. Ale ona tego nie pamięta. Szkoda. 
Leniwie odwróciłem głowę w prawo i zobaczyłem Katy. Patrzyła na mnie a ja na nią. Już od dawna ją kocham. Zauważyłem ,że pod moim spojrzeniem zaczęła się rumienić. Lekko się uśmiechnąłem i puściłem jej oczko. Tylko na tyle mój stan mi pozwala. Rozchyliłem usta i próbowałem coś powiedzieć. Ale tylko tyle wydusiłem:
- Katy... 
                                                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                            I oto mamy pierwszy rozdział! Jest z punktu widzenia Katy i Justina :D                                                                        Podoba się? Mam nadzieję ,że tak. 
                    Chciała bym wam życzyć przy okazji szczęśliwego nowego roku!! Kocham :*
                            CZYTASZ - KOMENTUJESZ 
                                            ~Nati

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Prolog.

- Kochanie, Katy! Choć zawiozę cię do szkoły! - zawołała mnie mama gdy schodziłam po schodach. 
- Już idę! - odpowiedziałam po czym wyszłam przez drzwi do garażu i wsiadłam na tylne siedzenie samochodu. 
Mama prowadziła a tata siedział obok słuchając porannych wiadomości. Do szkoły mam 2 kilometry więc wyjęłam z torby słuchawki i mojego I Phona. Podłączyłam je do mojego sprzętu i wybrałam piosenkę Eda Sheerena. Uwielbiam tego faceta. Zaczęłam kołysać głową w rytm słuchanej piosenki. Po dziesięciu piosenkach poczułam szturchanie w ramie. Otworzyłam oczy które nawet nie wiem kiedy zamknęłam i zobaczyłam mamę która mówi jakieś nie zrozumiane słowa. A no tak. Słuchawki...
- Katy jesteśmy już na miejscu. - usłyszałam w końcu gdy wyjęłam jedną z ucha. 
- Oh.. no tak. Dziękuję! - Powiedziałam po czym wysiadłam z auta. 
- Uważaj na siebie skarbie.
- Będę, będę - powiedziałam a rodzice odjechali z parkingu. 
Rozejrzałam się czy nic nie jedzie. Gdy stwierdziłam ,że droga jest pusta zaczęłam bez obaw przechodzić przez jezdnie.
Nagle poczułam ,że ktoś mnie popchnął i... Zobaczyłam pełno krwi i... chłopaka leżącego na ziemi. Po chwili ujrzałam... 
Ciemność. 
Ból i...
Ciemność. 
                                                                             ~~~~~~
                 I o to prolog! Mam nadzieje że się spodoba :D Jeśli ktoś by mógł nie napisze tutaj czy                                       może zrobić mi tło na bloga. Bardzo przoszę o pomoc! Miłego popołudnie :*